Wydarzenie to miało miejsce około tygodnia temu.
Zrobiło mi się smutno.
Zrobiło mi się bardzo smutno, bo w dotarła do mnie myśl Republiki, że „…nie pójdę już więcej do szkoły”. A wrzesień ciągnie się niemiłosiernie chociaż wcale się jeszcze nie zaczął.
Nie będę wąchać świeżych zeszytów, najnowszych podręczników, które z nabożną czcią obracałam w dłoniach, zagłębiając się wzrokiem w celulozowe wnętrza, ślizgając się szelmowsko po wszelakich brzuszkach, laseczkach, ogonkach czarnych liter. Nie kupię sobie nowego piórnika, który uzupełnię nieubrudzoną jeszcze idealnie białą gumką, pachnącymi żelowymi długopisami, cienkopisami, zakreślaczami, czarnymi grubo piszącymi długopisami do notatek i do rysunków upstrokacających zeszyty jak już misterny plan zapełnienia ich najpiękniejszym pismem i brakiem skreśleń weźmie w łeb.
.
.
Pierwiastek pinterestowej tęsknoty wzdycha z każdą wizytą w sklepie w sezonie przedwrześniowym. Tyle pięknych zeszytów na nic. Nie na polski, angielski i biologię. Nawet nie na metodologię czy antropologię, bo ostatecznie notatki robię na komputerze. Ale skoro sprawy tak już mają wyglądać, wzięłam je w swoje ręce.
Kupiłam sobie na pocieszenie piórnik w kształcie banana.
On wołał mnie po imieniu, chociaż zmieści się w nim zaledwie tylko kilka długopisów.
Kalendarz na rok akademicki.
I w sumie 3 zeszyty na ćwiczenia.
Na jakieś tam, bo na pewno się mimo wszystko przydadzą.
Kilka kolorowych długopisów.
Adidasy w kolorze piórnika.
A no i wcześniej termos na jesień
Poza tym z przyjemności po raz bodajże 18. zaczytuję się w swojej najukochańszej sadze dzieciństwa. Bo tam też o szkole, tylko lepiej. Leczę tak syndrom odstawieńczy od uporządkowanego systemu edukacyjnego (kończenie zajęć o 15 i końcówka semestru jako spijanie swojego sukcesu edukacyjnego zamiast serii egzaminów brzmi jak marzenie ściętej głowy) czy coś w tym stylu.
I oddalam od siebie nieuchronną myśl o pracy dyplomowej.
Żegnaj lato. Witaj oczekiwanie nieuchronnego.
List z Hogwartu nie przyszedł do dzisiaj.
List z Hogwartu nie przyszedł do dzisiaj.


Oh, how I feel 'ya sistah. Chyba się do was niedługo pofatyguję. Ponudzimy się razem.
OdpowiedzUsuń